O uczcie:

Do Uczty Wyobraźni musiałem porzucić swoje nawyki czytelnicze – przez Wieki Światła raczej się snułem, bardziej śniłem powieść, niż ją czytałem; w Welinie prawie bez przerwy wracałem do poprzednich fragmentów, zbierając kolejne części misternie przygotowanej przez autora układanki; Atrament zmusił mnie do zmiany pojęcia czasu z jednego wymiaru na trzy; by mieć szansę zrozumieć Ślepowidzenie musiałem wyobrazić sobie, że jestem głównym bohaterem.

To wszystko oczywiście nie wystarczyło. Uczty Wyobraźni nie wystarczy czytać, nie wystarczy się nad nią zastanawiać. Trzeba przekroczyć własne pojęcia o swojej wyobraźni. Jeśli standardowe książki fantastyczne potrafią uderzyć niektórymi pomysłami jak obuchem w łeb, to Uczta Wyobraźni ma „sto rąk, sto sztyletów”.

Jednym z nich jest Ślepowidzenie. Ono sprawiło nawet, że zacząłem się autentycznie bać, w zupełnie inny sposób niż przy zwykłych, lovecraftowskich horrorach. Niektóre pojęcia, niektóre memy poważnie stępiły moje poczucie bezpieczeństwa. Teraz boję się pewnych obecnie obcych ludzkości pojęć. Idei, które już istnieją, tylko o nich jeszcze nie wiemy. Czasem lepiej byłoby widzieć ciemność, choć i tu Ślepowidzenie narzuca nam przekształcenie pojęcia widzenia.

Jakub "Jander" Pożarski